Święta Czegoś

Święta Czegoś

„Lubię święta. Mają taki niepowtarzalny klimat” – takie lub podobne opinie można często usłyszeć na temat Bożego Narodzenia. Rzeczywiście coś w tym jest: te wszystkie świecące dekoracje, choinki, nietypowe potrawy wigilijne, kolędy i piosenki świąteczne tworzą niezwykłą atmosferę, w której generalnie dobrze się czujemy. To chyba też sprawia, że obchodzenie świąt Bożego Narodzenia to bardzo silna tradycja, która przetrwała w wielu już niechrześcijańskich (czyli postchrześcijańskich) domach. Niestety przy okazji owa tradycja została także wypatroszona z tego, co stanowi sens świętowania, a mianowicie prawdy, że Bóg stał się człowiekiem dla naszego zbawienia. Ta nadzwyczajna i wyjątkowa (bo spotykana tylko i wyłącznie w chrześcijaństwie) prawda wiary jest z roku na rok coraz bardziej skrzętnie ukrywana wśród gęstwiny choinek, świecidełek, figurek Mikołaja itd. Dla mnie osobiście potwierdzeniem tego jest angielski skrót nazwy Bożego Narodzenia, stosowany już od wielu lat: zamiast Christmas mamy Xmas. Niby to może tylko dla wygody, ale jakoś trudno mi uwierzyć w taki przypadek, że akurat słowo Christ (Chrystus) zostało zamienione na X, czyli coś niewiadomego, bezimiennego. Najważniejszy element, bez którego tych świąt w ogóle by nie było, czyli narodzony na tym świecie Syn Boży, został zastąpiony przez „coś”. To jest dla mnie niejako symbol tego, czym stały się święta Bożego Narodzenia – stały się po prostu świętowaniem „czegoś”, bo przecież można sobie poświętować w fajnej atmosferze, ale bez tej całej religijnej otoczki.

Zatem mamy w wielu domach świętowanie rocznicy urodzin bez Jubilata. Jest okazja dobrze zjeść, odpocząć od pracy, posiedzieć z rodziną – tylko co z tego? Dwa dni później trzeba powrócić do tego samego, codziennego życia. I nic się nie zmienia. Dalej jesteśmy tacy sami, bo przecież naszego stosowanego od lat podejścia do świata i ludzi nie zmieni ani wykwintny wigilijny posiłek, ani kolejny raz obejrzany Kevin w telewizji, ani wypity alkohol, ani też prezenty spod choinki. A przecież chodzi o to, żeby Boże Narodzenie dokonało się właśnie wewnątrz mnie. Żeby Boża miłość przychodziła na świat przeze mnie, a więc by kształtowała moje serce czyniąc je zdolnym do szacunku dla każdego, do cierpliwości i przebaczenia. Żeby coś się zmieniło w moim codziennym funkcjonowaniu i spojrzeniu na rzeczywistość. I tego nie da się zrobić przy pomocy X – no chyba, że potraktujemy święta jako zadanie matematyczne do rozwiązania, wtedy na końcu powinno się okazać, jaką wartość ma X.

 


Got Something To Say!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

BACK TO TOP