Halołin, Bal Świętych czy Dzień Owoca?

Dziś siedzę sobie spokojnie na fotelu w salonie fryzjerskim, miła pani ciacha mnie profesjonalnie maszynką, a tu nagle za plecami słyszę oburzoną klientkę, która skarży się tymi oto słowy: „Mojemu dziecku w szkole odwołali bal na Halloween, bo ksiądz powiedział, że to naśmiewanie się ze zmarłych”. Zdanie zapadło mi w pamięć tylko dlatego, że ucieszyłem się w tym momencie ze skuteczności listu mojego arcybiskupa, który był odczytany w kościołach w niedzielę. List moim zdaniem słuszny i potrzebny, aczkolwiek spóźniony co najmniej o kilka lat. Niestety, tak to już jest w tym naszym kochanym Kościele. Patrząc bowiem od strony przeciętnego katolika wygląda to zapewne jakoś tak: Kiedy pojawia się zjawisko moralnie wątpliwe lub wręcz szkodliwe dla wiary, biskupi nie wiedzieć czemu milczą, a po kilku latach, gdy ludzie zdążą się już do owego zjawiska przyzwyczaić i wpiszą je nawet w swój roczny kalendarz, słyszą w świątyni tyradę, że nie wolno. Trudno się dziwić, że są wtedy wkurzeni. Ale przynajmniej znają oficjalne stanowisko Kościoła.
Na tym zakończyłem rozważanie na temat problemów wspomnianej pani i jej dziecka, ale gdy wróciłem do domu przeczytałem na Facebooku o wiele bardziej intrygujące zdanie na temat Halloween autorstwa mojego przyjaciela-basisty, Pawła Rozmarynowskiego. Pozwolił cytować, więc cytuję:
O co chodzi z tym halołin? Bez sensu…  No bo że te dzieci, poprzebierane za nie wiadomo co, trochę niby straszą, niby nie, bo same nie wiedzą, ale cukierka czasem ktoś da, to chodzą, bo inni też chodzą. I w tv mówią, że to taki dzień, że się tak chodzi. Jest tego powód jakiś? Głupkowate to przecież. Czemu to nie są np. owoce, dzień owoca. Sam bym się wtedy za taką dynię przebrał.

W tej wypowiedzi we właściwy sobie sposób uchwycił moim zdaniem istotę zjawiska: otóż zdecydowana większość z tych, którzy się w to bawią, nie wiedzą w co się bawią i dlaczego to wszystko. Dzieciom pewnie chodzi o cukierka, przebieranie i „że będzie fajnie”, i to chyba najprościej mi zrozumieć, ale starsza młodzież i dorośli? Po co? Podejrzewam, że w 99% przypadków argumentem jest to, że „każdy powód jest dobry, żeby się zabawić”. I już nie zawracają sobie głowy myśleniem, w co się tak naprawdę bawią i co z tego wynika. A potem jeszcze zgłaszają pretensje, że „Kościół zabrania im się bawić”. Chcę więc z całą mocą oznajmić: Kościół nie zabrania nikomu się bawić tej akurat nocy. Tylko czemu akurat halołin? Zróbcie sobie Bal Świętych, albo – co proponował kolega – Dzień Owoca, dajcie dzieciom cukierki, świeczki, dynie, arbuzy, co chcecie. Po co od razu wracać do pogaństwa? Po co przywoływać moce ciemności? Szkoda duchowa może być zbyt duża jak na jedną noc zabawy. Myślę, że jesteśmy w stanie bawić się w przemyślany sposób, a nie ściągać bezmyślnie amerykańskie trendy, nie interesując się źródłem ich pochodzenia i skutkami dla własnej duszy.

2 komentarze do “Halołin, Bal Świętych czy Dzień Owoca?

  1. Proste i logiczne podsumowanie. Spodobał mi się też bal świętych – świetny pomysł – lepiej tak niż atakować – bo jako atak odbieram te wszystkie obrazki, które np. pojawiają się na facebooku – a to też niegodne chrześcijan…

  2. Zgadzając się z Księdzem – podejrzewam, że dla oburzonych problem leży gdzie indziej. "Człowiek nowoczesny" nie widzi związku między gestami, a realnym działaniem, między sferą symboliczną a otaczającą rzeczywistością. Każde myślenie w tych kategoriach nazwie od razu "zabobonem", paradoksalnie samemu brnąc w zabobon.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

DO GÓRY