Rozważania wielkopostne #4 – Uzdrowienie niewidomego

Rozważania wielkopostne #4 – Uzdrowienie niewidomego

  • Barańczak
  • 18.03.2023
  • Blog, myśli
  • Brak komentarzy

Uzdrowienie niewidomego, opisane w Ewangelii czwartej niedzieli Wielkiego Postu, dokonuje się w dość dziwny sposób – dodałbym nawet, że budzący estetyczny niesmak. Nałożenie na oczy błota utworzonego ze śliny i ziemi to nie jest coś, czego każdy chciałby doświadczyć. Owszem, w nadziei na wyjście z ciężkiej choroby lub kalectwa człowiek jest w stanie znieść każdą niedogodność, każdy ból i nawet tortury, jeśli tylko jest to konieczne dla procesu uzdrowienia. Dlatego kluczem do zrozumienia tej sytuacji jest zrozumienie, że Jezus tego czynić nie musiał. W innych, podobnych przypadkach uzdrawiał przez dotknięcie ręką lub przez samo tylko słowo. Jeśli więc odstawia cały ten teatr z błotem i sadzawką, to znaczy, że ma w tym konkretny cel, chce coś pokazać.

Scena ta przez Ojców Kościoła była często odczytywana jako symbol chrztu. Jest to jak najbardziej słuszne: jeśli spojrzymy na błoto jako oczywisty obraz grzechu, to obmycie w sadzawce, czyli znak chrztu św., przynosi uzdrowienie i oświecenie. Ale można też spojrzeć trochę dalej. Ta historia rozgrywa się w dzień szabatu i nie kończy się na uzdrowieniu niewidomego, tylko wywołuje gorącą dyskusję z faryzeuszami, którzy najpierw twierdzą, że on wcale nie był niewidomy, następnie obrzucają go obelgami i w końcu wyrzucają precz. Wydaje mi się, że Jezusowi chodziło właśnie o sprowokowanie tej całej sytuacji po to, żeby pokazać jak bardzo ludzkie osądy i rozumowanie mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Faryzeusze myślą logicznie: skoro ten Jezus nie zachowuje szabatu (napracował się robiąc błoto ze śliny i uzdrawiając niewidomego), to znaczy, że nie jest od Boga. Szabat przecież został ustanowiony przez Boga, zatem ktoś działający w imię Boga nie może łamać Bożego prawa. Jest to logiczne, a jednak nieprawdziwe. Okazuje się, że to faryzeusze pozostają ślepi.

Często nam się wydaje, że myślimy logicznie, odnajdujemy związki przyczynowo-skutkowe, wyciągamy odpowiednie wnioski, a jednak potem okazuje się, że to wszystko niewiele ma wspólnego ze stanem faktycznym. Najczęściej dlatego, że nie mamy wszystkich danych, bo albo o czymś nie wiedzieliśmy, albo coś żeśmy przeoczyli. Warto w tym kontekście spojrzeć na pierwsze czytanie, czyli historię powołania Dawida na króla. Prorok Samuel przychodzi do Jessego, ten pokazuje mu siedmiu swoich dorodnych synów, a Samuel mówi: to żaden z nich. Bóg wybrał najmniejszego i rudego Dawida, który pasł owce – nie tak bowiem, jak człowiek widzi, widzi Bóg, bo człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce.

Jestem przekonany, że o takie właśnie uzdrowienie chodzi Jezusowi. Dzięki Bożej łasce możemy spojrzeć inaczej na świat i innych ludzi, zostać uzdrowionymi z naszej zniewalającej ślepoty. Człowiek, którego Jezus uzdrowił, był niewidomy od urodzenia. To jest zupełnie coś innego niż stracić wzrok w obojętnie jakim wieku. Być niewidomym od urodzenia oznacza faktycznie nie wiedzieć, jak naprawdę wygląda człowiek i każda rzecz na świecie, mieć kompletnie inne wyobrażenie rzeczywistości. Tacy właśnie jesteśmy względem Boga. Bóg widzi wszystko, a nam się tylko wydaje, bo jesteśmy niewidomi od urodzenia. Jedynie Jezus może przywrócić wzrok, bo On uczy nas patrzeć na świat i ludzi w inny sposób – oczyma miłości, oczyma Boga. Po to czasem potrzebne jest doświadczenie błota – czyli czegoś okropnego, trudnego, budzącego wstręt – żeby w końcu przejrzeć na oczy i zobaczyć wszystko takim, jakim jest rzeczywiście, według Bożego zamysłu.

P.S. Myślę, że w takim właśnie kluczu warto spojrzeć na to, co ostatnio dzieje się wokół osoby św. Jana Pawła II. Ale to osobny temat.


Got Something To Say!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

BACK TO TOP