Ostatnio miałem okazję uczestniczyć w wyjątkowym dla mnie wydarzeniu. Mianowicie wybrałem się do Amsterdamu, gdzie w Królewskim Teatrze Carré (Koninklijk Theater Carré) grany był musical The Last Ship autorstwa nie kogo innego jak Stinga. Sam autor zresztą również wcielił się w jedną z ról, więc widowisko było naprawdę niezwykłe. Nie mam co prawda porównania, bo nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek był na musicalu teatralnym, ale spektakl zrobił na mnie duże wrażenie.
Sztuka opowiada o społeczności miasteczka Walsend w północnej Anglii (skąd rzeczywiście Sting pochodzi) społeczności skupionej wokół stoczni jako jedynego dużego zakładu pracy w mieście. Pewnego dnia do mieszkańców dociera wiadomość, że stocznia zostanie zlikwidowana. Rozpoczynają strajk, który przeradza się w zgoła homerycką ideę samodzielnego dokończenia ostatniego statku (nazwanego „Utopia”), zwodowania go i wyruszenia w morze. W tle mamy oczywiście wątek trudnej miłości, którego nie może przecież zabraknąć w dobrej sztuce. Wszystko przepięknie oprawione piosenkami Mistrza, specjalnie napisanymi dla tego spektaklu, choć pojawiły się też trzy piosenki z jego starszych płyt solowych : Islands of Souls, All This Time (z albumu The Soul Cages) oraz When We Dance. Jako wieloletni fan praktycznie wszystkie je znałem, ale tym razem miałem okazję wysłuchać ich w innym wykonaniu – bo przecież te piosenki śpiewali różni aktorzy, a momenty chóralne były naprawdę potężne. Moją uwagę zwróciła również scenografia z multimedialnymi elementami, która bardzo wiernie oddawała surowe, industrialne środowisko stoczniowe.
Sting napisał The Last Ship kilkanaście lat temu i jest on swoistym hołdem oddanym rodzinnej miejscowości autora i jej społeczności. Jeśli zna się trochę życiorys Stinga, to bez problemu odnajdzie się w sztuce kilka wątków autobiograficznych, po mistrzowsku wplecionych w fabułę i przemyconych w piosenkach. Nigdy nie przypuszczałem, że będę mógł kiedykolwiek zobaczyć ten musical na żywo, ponieważ był on grany na Broadwayu, a sam autor mówił, że ewentualnie może wystawi to jeszcze w Anglii. Tak się rzeczywiście stało, ale dopiero w zeszłym roku. W Nowym Jorku spektakl bowiem przyjął się średnio, a Sting ze współpracownikami postanowili wprowadzić sporo poprawek, dlatego teraz można obejrzeć dzieło ponoć dużo lepsze niż na początku. Myślałem, że przyjdzie mi zadowolić się jedynie piosenkami z musicalu wydanymi przed laty na płycie o tym samym tytule (którą zresztą uwielbiam), ale kiedy przeczytałem, że sztuka będzie wystawiana w Amsterdamie, pomyślałem, że takiej okazji nie mogę przepuścić. I tak przeżyłem kolejne ciekawe doświadczenie kulturalne, którym niniejszym się z Wami dzielę.